Otoczony doskonala muzyka siedze w krainie wlasnej samotnosci, spokoju; bezruchu i pustki.
Nie jest mi tu zle. Nie jest mi tu dobrze.
Jestem, trwam, chociaz sie koncze. Trwam nieruchomo, godnie; choc w wahaniu i niepewnosci.
Zatracam sie kompletnie w samym sobie, w swoim swiecie; w swoim otoczeniu. Nie dbam o nic, co nie jest we mnie.
Nie lubimy lewitowac. Unoszenie sie nie jest godne. Trwanie w przemijaniu, ciche odchodzenie jest tym;
co koi umeczone “ja” swiadomosci.
Nic nie dziala na czlowieka tak kojaco, jak swiadomosc bezsensu.
Jestem senny, opadam; wiruje.
Sa chwile gdy chcialbym usnac wiecznie. Chcialbym wysnic swoja rzeczywistosc niedoskonala, wlasna; bezzasadnie porozrzucana, na ktora tylko ja mialbym wplyw. Chcialbym rzucic na jej biala strone kleks swoich marzen. Chcialbym, aby byla tam i ona. Chcialbym, aby nie miala mi niczego za zle, by mnie kochala.
Chcialbym trwac w tym otepiajacym poczuciu czesciowego spelnienia, samozrealizowania, celowosci.
Chcialbym, aby ona …
About this entry
You’re currently reading “,” an entry on aeternvs
- Published:
- grudzień 3, 2008 / 6:51 pm
- Category:
- Uncategorized
- Tags:
No comments yet
Jump to comment form | comments rss [?] | trackback uri [?]